poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 5

Milagros obudziała się z ogromnym bólem głowy. Rozejrzała się po pokoju. Uświadomiła sobie, że nie jest u siebie. Na krótką chwilę ogarnęła ją panika, ale zaraz się uspokoiła i próbowała sobie przypomnieć co działo się poprzedniego wieczoru. Pamiętała wszystko jak przez mgłę. Bal, rozmowa z Anto, powrót, Lorenzo przed jej drzwiami... I tu wszystko się urwało. Niczego co było później nie pamiętała. Czuła się jakby miała kaca a wczoraj nawet nic nie wypiła. Po kilku minutach wyszła z pokoju i skierowała się do salonu. Układ mieszkania był taki sam jak u niej więc doskonale wiedziała gdzie iść. Gdy była już na dole zobaczyła Marca siedzącego przy stole.
- Cześć - uśmiechnęła się do niego.
- Cześć. Wyspałaś się? - obrońca również uśmiechnął się do dziewczyny.
- A w miarę dobrze. - odparła siadając na krześle obok.
Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, aż w końcu Marc zapytał o to co gryzło go od powrotu do domu.
- Kim był ten koleś, co stał wczoraj pod Twoimi drzwiami? Wiesz, ten któremu dałem w mordę.
Milagros przygryzła wargę i przez chwilę nic nie mówiła.
- Mój były - Lorenzo.
- Dlaczego Cię szukał? - piłkarz uniósł brwi.
- Nie wiem. - wzruszyła ramionami - Może nie potrafi pogodzić się, że od niego odeszłam?
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Marc poderwał się z krzesła i poszedł otworzyć. Przed nim stało dwóch policjantów.
- Cos się stało? - spytał Bartra.
- Dostaliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - powiedział spokojnie wyższy z policjantów wchodząc do domu - Znają państwo pana Lorenzo Castillo? - tu zwrócił się róznież do Milagros.
- Niestety tak - powiedziała dziewczyna, a Marc przytaknął.
- Pojawił się dziś rano na komendzie. Zgłosił, że go pan pobił.
- Zaraz pobił - piłkarz machnął ręką - Dostał kilka razy w mordę żeby się nauczył, że na kobiety się rąk nie podnosi.
- Zrobił to w mojej obronie - wtrąciła Argentynka podnosząc się z miejsca
Funkcjonariusz wyglądał na trochę zmieszanego.
- Dostaliśmy zgłoszenie. Musimy zabrać państwa na komisariat w celu przesłuchania i... - policjat urwał widząc plik banknotów wyciągniętych w jego stronę - Chociaż myślę, że skoro to była samoobrona sprawa rozejdzie się po kościach - powiedział po czym wyszedł.
- Szczerze to myślełem, że tego twojego byłego stać na coś kreatywniejszego niż nasyłanie na mnie policji - Marc uśmiechął się delikatnie
- Nigdy nie był zbyt inteligentny - Milagros wzruszyła ramionami
Piłkarz nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, ale zaraz potem spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem.
- Spałaś w tej sukience - powiedział zdziwiony
- Wbrew pozorom jest całkiem wygodna.
- Mogłaś powiedzieć, dałbym Ci coś do spania... ewentualnie mogłaś spać w niczym...
- ... i wskoczyć Ci do łóżka? - dokończyła Milagros
- Ty to powiedziałaś - Marc uniósł ręce w obronnym geście.
Dziewczyna zaśmiała się spoglądając na zegarek. Dochodziła 12.
- Będę się już zbierać - rzuciła, kierując się w stronę drzwi
- Możesz tu być jak długo zechcesz - powiedział, mając nadzieję, że dziewczyna zostanie jeszcze na chwilę. Co z tego, że znał ją zaledwie jakieś dwa tygodnie? Czuł się jakby znali się od kilku lat.
- To miłe, ale mam też swoje mieszkanie - uśmiechnęła się w taki sposób, że pod Marciem dosłownie ugięły się kolana i już jej nie było.
                                                         ~*~

Wysoka piękność o czarnych włosach siedziała przy stoliku w kawiarni niecierpliwie stukając długimi, czerwonymi paznokciami o blat stolika. Czekała tak już pół godziny. W końcu drzwi kawiarni otworzyły się i do środka wszedł przystojny chłopak. Usiadł obok czarnowłosej dziewczyny z uśmiechem na twarzy.
- Coś ty zrobił? - dziewczyna niemal krzyknęła, przez co chłopakowi uśmiech momentalnie zszedł z twarzy - Mamy ich rozdzielić, a nie nasyłać policję.
- Twojemu chłoptasiowi się należało - oburzył się
- A ty nie potrafisz wyjaśnić z nim sprawy jak mężczyzna z mężczyzną - prychnęła, upijając łyk kawy - Musimy działać spokojnie. Wtedy ja odzyskam Marca, a ty tą swoją...no...
- Milagros - dokończył za nią chłopak
- No właśnie.
- Lorena posłuchaj, ja mam plan - chłopakowi, aż zaświeciły się oczy
- Zgłoszenie pobicia do prokuratury - Lorena uniosła brew
Lorenzo przewrócił oczami i naczylił się w stronę dziewczyny.
- Wymyśliłem coś co musi wypalić.
~*~
Milagros obudziła się jeszcze bardziej zmęczona, niż przed spaniem. Całą noc dręczyły ją koszmary.
Odruchowo sięgnęła po telefon. Dostała dziesięć wiadomości, na początku nie rozumiała co się dzieje, ale później zaśmiała się sama do siebie. Trzeba nazywać się Milagros Milito żeby zapomnieć o własnych urodzinach. Mające miejsce tydzień temu wydarzenie puściła w niepamięć ale nadal czuła się dziwnie. Miała wrażenie jakby ktoś ją obserwował. A może po prostu jest zbyt przewrażliwiona? W tempie - jak na nią - błysakwicznym zdążyła się ogarnąć. W tym samym momencie usłyszała dzwonek do drzwi. Przed nią stał Marc z bukietem róż. Milagros przewróciła oczami, nie przestają się jednak uśmiechać.
- Z jakiej to okazji? - wskazała palcem na bukiet.
- Mam ci przypominać o twoich urodzinach? - poruszył brwiami na co brunatka uśmiechęła się jeszcze szerzej. Przed te kilka tygodni, od kiedy się poznali Marc stał się dla niej bardzo dobrym przyjacielem a może nawet kimś więcej? Nigdy nie miała ochoty tego roztrząsać. 
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny? - zapytała, wstawiając róże do wody
- Stąd - odparł wyciągając platikowy prostokąt z kieszeni - Tydzień temu zgubiłaś u mnie swój dowód
- A ty oddajesz mi go dopiero dziś?
- Znalazłem go dopiero wczoraj - Marc uniósł ręce w obronnym geście - Nie zauważyłaś, że go nie masz?
- Nie potrzebowałam go. Sprzedają mi wódkę bez pytania o dowód. - odparła zupełnie poważnie
- Dobra, nieważne. Porywam cię dzisiaj do klubu. O ósmej bądz gotowa. - powiedział wychodząc, nie dając nawet dojśćMilagros do słowa.
~*~
Wiem, że długo kazałam Wam czekać na ten rozdział, ale kompletnie nie miałam weny. Był taki czas, że zaczynałam pisać, napisałam dosłownie parę słów i na tym się kończyło. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba bo ja nie jestem z niego zadowolona.
PS. Serdecznie zapraszam na mojego drugiego bloga o Jordim Albie.
Buziaki :*

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 4

Sama nie wiedziała dlaczego zaprosiła go do środka. Zadziałał na nią jakiś impuls. Cały czas czuła się dziwnie przy piłkarzu. Kiedy na nią patrzył potrzebowała kilku chwil, żeby pozbierać myśli. Nie była zakochana. Uważała, że nie można się w kimś zakochać nie znając tej osoby, ale faktem jest, że działał na nią w jakiś sposób. - Ładnie się urządziłaś - zaczął rozmowę piłkarz. - Nie urządziłam się - wzruszyła ramionami - dostałam to mieszkanie w spadku już w takim stanie. Piłkarz zorientował się, że wstąpił na niebezpieczny grunt, bo szybko zmienił temat. - Dziękuję, że się zgodziłaś - powiedział szczerze - ratujesz mnie. - Coś by się stało jakbyś poszedł sam? - zapytała zdziwiona. - Kumple z zespołu nie daliby mi żyć - powiedział całkiem poważnie. Argentynka miała w tym momencie ochotę parsknąć śmiechem. Zamiast tego jednak tylko pokiwała głową na znak, że rozumie. - Nie masz za co dziękować - Milagros szeroko uśmiechnęła się do Hiszpana. Marc odwzajemnił uśmiech i spojrzał na zegarek. - Będę po Ciebie o 19 - oznajmił i skierował się do wyjścia ale dziewczyna go zatrzymała. - Zaczekaj chwilę. Czy na tym balu będą wszyscy piłkarze Barcelony? - Tak, wszyscy. A co, ja Ci nie wystarczę? - zrobił smutną minę. Milagros zaśmiała się. - Po prostu kiedyś byłyśmy z Antonellą przyjaciółkami, ona później wyjechała i nasz kontakt się urwał. Chciałam z nią porozmawiać. - Będziesz miała okazję. Do zobaczenia. - powiedział i wyszedł. Uśmiechnęła się sama do siebie i poszła poszukać odpowiedniej sukienki. Po 20 minutach stania przed szafą, mrucząc pod nosem, że "nie ma w co się ubrać" wreszcie znalazła idealną sukienkę. Fioletową ze złotymi wykończeniami. Odłożyła ją na łóżko i poszła do łazienki. Włosy spięła w wysokiego koka, mocno podkreśliła oczy a usta pomalowała jasną pomadką. Przebrała się, dobrała odpowiednią torebkę oraz buty i stwierdziła, że jest już gotowa do wyjścia. Chwilę później rozległo się pukanie do drzwi. Milagros z uśmiechem na ustach poszła otworzyć. Gdy zobaczyła piłkarza w progu przez krótką chwilę zapomniała jak się oddycha. W garniturze Marc prezentował się niesamowicie. On natomiast wytrzeszczył oczy i przez kilka chwil wpatrywał się w nią. - Pięknie wyglądasz - powiedział w końcu - Dziękuję - odpowiedziała delikatnie się rumieniąc. Miała nadzieję, że Hiszpan tego nie zauważył. Zjechali na dół po czym udali się na parking za budynkiem. Wsiedli do czarnego auta obrońcy i udali się do Gran Teatre del Liceu, gdzie miał odbyć się bal. Zaparkowali za budynkiem i weszli do środka tylnym wejściem, by nie zwracać na siebie uwagi. W środku było już mnóstwo osób. Brunetka dostrzegła znajomą sylwtkę swojej niegdyś najlepszej przyjaciółki. Przeprosiła Marca i poszła przywitać się z Antonellą. Lekko stuknęła dziewczynę w ramię. Gdy się odwróciła i zobaczyła Milagros przez kilka sekund wpatrywała się nią jakby zobaczyła ducha, po czym wpadła jej w ramiona. - Co ty tutaj robisz? - spytała, kiedy już oderwała się od przyjaciółki. - Muszę załatwic kilka spraw. Dlaczego przez ten cały czas się nie odzywałaś. - spytała Milagros. - Przepraszam. Miałam wiele spraw na głowie, a po tak długim czasie było mi po prostu głupio się odezwać. Ale nie rozmawiajmy o tym. Cieszę się, że Cię widzę - Antonella uśmiechnęła się - Ale to impreza dla piłkarzy i działaczy FC Barcelony. - dodała - Z kim przyszłas? - Z Marciem. Mieszkamy naprzeciwko siebie i mnie zaprosil. - to znaczy, że zerwał z tą suką! - partnerka Leo Messiego nie kryła swojej radości, a Milagros spojrzała na nią zaskoczona. - Po prostu ta dziwczyna strasznie podnosiła mi ciśnienie. Kleiła się do prawie całej drużyny - wytłumaczyła Anto po czym doadała - Pasujecie do siebie. Przyjaciółka lekko się uśmiechnęła i pokręciła głową. - Przecież ja go nawet nie znam. - Teraz masz okazję go poznać. Milagros Bartra... nawet ładnie brzmi. A jak urodzi się Wam córka weźcie pod uwagę takie piękne imię jak Antonella. Milagros spojrzała na przyjaciółkę jak na wariatkę. - Dobrze się czujesz? - spytała nie bez złośliwości - Tak, nawet bardzo dobrze. Tydzień temu dzwonił do mnie Lorezo. Chciał wiedzieć gdzie jesteś. Nie jesteście już razem? - Nie. Sama wiesz jak nasz związek wyglądał. Co mu powiedziałaś? - Nic. Tylko tyle, że nie mam z Tobą kontaktu. - powiedziała Anto - Pójdę znaleźć Leo. Poźniej porozmawiamy. - powiedziała i oddaliła się. Milagros wróciła do Marca dokładnie w momencie, gdy rozległy się pierwsze takty muzyki. - Zatańczysz? - spytał Hiszpan wyciągając przed nią dłoń i patrząc prosto w oczy. - Jasne - odpowiedziała i juz po chwili znaleźli się na parkiecie. Mimo, że nie znali się dość dobrze czuli, jakby była między nimi jakaś nić porozumienia. Spędzili w swoim towarzystwie cały wieczór przerywając to kilkoma rozmowami z piłkarzami. Argentynka poznała niemal cały zespół, ale najbardziej na jej widok ucieszył się Leo Messi rozpoznając w dziewczynie znajomą z dzieciństwa. Kilka godzin później wszyscy zaczęli się zbierać. Marc i Milagros przez całą drogę powrotną rozmawiali jak dobrzy znajomi. Gdy wjechali na swoje piętro brunetka stanęła jak wryta. Przed drzwiami do jej domu stał Lorenzo. - Wszystko w porządku? - spytał Marc przyglądając się mężczyźnie. W tym momencie Lorenzo ich zauważył. Stanął przed przerażoną Milagros. - Ty suko! - krzyknął i zamachnął sie na dziewczynę jednak Marc był szybszy. Zablokował jego cios i wykręcił mu rękę. - Ktoś powniem Cię nauczyć szacunku do kobiet - syknął obrońca po czym uderzył Argentyńczyka w nos i poprawił uderzeniem w brzuch. Lorezno złapał się za twarz i udał się do wyjścia. - Pożałujesz tego! - wsakał palcem na Milagros, która była bliska płaczu. - Wszystko dobrze - spytał z troską Marc, łapiąc dziewczynę za ramiona. Pokiwała głową jednak cała sie trzęsła. - Chodź, pójdziemy do mnie - powiedział Hiszpan, prowadząc ją do swojego mieszkania. ~*~ Od tego rozdziału wszystko zaczyna się rozkręcać. Ciężko mi się pisało ten rozdział i średnio jestem z niego zadowolana. Na dodatek pisanie przeplatałam z nauką, bo wyciągałam niektóre oceny. Mam nadzieję jednak, że się Wam spodoba. Jeśli macie do mnie jakieś pytania zapraszam tutaj Czekam na Wasze opinie. Pozdrawiam :*

środa, 14 maja 2014

Rozdział 3

Obudziła się rano w świetnym humorze. Nie pamięta kiedy ostatnio tak dobrze spała, zwłaszcza po zmianie czasu i lekach. Odruchowo siengnęła po telefon, jak zawsze po przebudzeniu. Pięć nieodebranych połączeń od Miguela. Nie dziwiła mu się, w końcu  od przylotu do Barcelony w ogóle się z nim nie kontaktowała. Eh, okropna z niej siostra. Była tak pochłonięta tym co musi zrobić, że nie pomyślała o nim, przecież na pewno się o nią martwił. Pomyślała, że oddzwoni do brata później, o tej porze na pewno jeszcze śpi. Zamiast tego postanowiła przejść się po Barcelonie. Zdała sobie sprawę z tego, że ani trochę nie zna miasta. Wykonała wszystkie poranne czynności, ubrała się w coś w miarę wygodnego i wyszła z domu. Po godzinie chdzenia mogła śmiało stwierdzić, że jest zachwycona miastem. Przystanęła na chwilę, gdy zobaczyła Camp Nou. Od dziecka była wierną kibicką dwóch klubów - FC Barcelony i Newell's Old Boys. Tak jak nauczyła ją babcia. Piłka nożna zawsze była obecna w jej domu i często chodziła na mecze lokalnego klubu, któremu cała rodzina tak wiernie kibicowała. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że czas już wracać do domu. Po drodze zrobiła jeszcze drobne zakupy. Weszła do domu, położyła się i sięgnęła po telefon. Musiała w końcu odezwać się do swojego brata. Gdy Milagros zaczynała już tracić cierpliwośćw końcu się odezwał. - O, księżniczka w końcu się odezwała. - powiedział zaraz po odebraniu. Uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze, kiedy chciał ją zdenerwować tak ją nazywał. - Tak, przypomniała sobie, że ktoś się nią interesuje. - zaśmiała się. - O, nie tylko mnie interesujesz. - powiedział tajemniczo Miguel. - Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała zaintrygowana. - Że Lorenzo o ciebie pytał. - powiedział wesoło. Milagros pobladła i usiadła. Ledwo mogła oddychać. - Milagros? Wszystko w porządku. - Nie. Nie w porządku. Chyba nie powiedziałeś mu gdzie jestem. - spytała słabo. - Oczywiście, że powiedziałem. Przecież to twój chłopak, ma prawo wiedzieć gdzie jesteś.- powiedział, nic nie rozumiejąc. - Nie jesteśmy razem od trzech miesięcy. - powiedziała. Chciała żeby to zabrzmiało pewnie, ale nic z tego, głos łamał jej się przy każdym wyrazie. - Boże, Miguel coś ty zrobił? - szepnęła jeszcze opadajac na kanapę. - Nic już nie rozumiem. - Dobra, nieważne. Odezwę się za niedługo. Cześć. - pożegnała się z bratem. Była załamana. Lorenzo - jej były - dowiedział się, gdzie jest. Teraz na pewno nie da jej spokoju. Tak było od czasu kiedy z nim zerwała. Wydzwaniał, pisał, przychodził. Miała go dosyć. Przez cały ich związek znęcał się nad nią psychicznie. Wmawiał jej jak bardzo jest beznadziejna, że bez niego jest nikim. Ale dopiero po rozstaniu zorientowała się, że on ma na jej punkcie obsesję. Potrzebowała odskoczni. Musiała przestać o tym myśleć. ~*~ Rzucił w kąt torbę treningową i usiadł na fotelu. Trener dzisiaj wyjątkowo dał im w kość. Dodatkowo kilka razy mu się oberwało, bo robił wszystko okropnie powoli. Ale to nie jego wina, dręczyła go sprawa z jego rodziną. Odkąd poinformował ich o rozstaniu z Loreną jego matka się do niego nie odzywała. W sumie to, czego innego mógł się spodziewać? Dziewczyna była jej ulubienicą. Odrywając się od tych myśli, spojrzał na zegarek. Za pół godziny miał wpaść Cristian. Nie trenował, bo gdy wpadł do domu jego sąsiadki, przy okazji naderwał któryś z mięśni w nodze. Uśmiechnął się na samo wspomnienie tego zdarzenia. Nie względu na pijanego Tello ( a ten widok nie zdarzał się często) ale ze względu na niezwykle uroczą dziewczynę z mieszkania obok. Poszedł do łazienki by trochę się ogarnąć przed przyjściem kumpla. Po skończeniu wszystkich czynności wyszedł z łazienki i spojrzał na kanapę gdzie już siedział uśmiechnięty Cristian. - Nigdy nie nauczysz się pukać, prawda? - zapytał Marc witając się z przyjacielem. - Pukałem ale nie otwierałeś, więc sam sie rozgościłem. - młody napastnik wzruszył ramionami. Bartra lekko uśmiechnął się na te słowa. - Wiesz już z kim pójdziesz na bal charytatywny? - Nie mam pojęcia. - jęknął obrońca. - Każdy kogoś ma: Geri Shakirę, Leo Antonellę ty Lorenę. - lekko skrzywił się wypowaidając to ostatnie imię ale Cristian tego nie zauważył. - Miałeś dziewczynę. Sam z nią zerwałeś, więc teraz nie narzekaj. - Dobrze wiesz jak to wyglądało. Poza tym nie mam ochoty ci się zwierzać, Tello. - mruknął Marc. - Ja mam imię, Bartra. Ale wracając do tematu zawsze możesz zaprosić tą, do której wpadłem po pijaku.- zaproponował napastnik. - Żartujesz sobie? Nawet nie wiem jak ona ma imię. - Milagros. -rzekł Cristian z wyraźnym tryumfem w głosie. Marc spojrzał na niego z niemałym zdziwieniem. - Skąd to wiesz? - wydusił w końcu.- Może i byłem pijany ale sporo pamiętam. Na przykład to jaki breloczek miała przypięty do kluczy. - To jak tańczyłeś naśrodku parkingu, śpiewając hymn Barcelony też pamiętasz? - zapytał obrońca z rozbawienem patrząc na zakłopotanego tymi słowami Cristiana. - Na pewno nic takiego nie miało miejsca. Najzwyczajniej w świecie próbujesz mnie oczernić. - oburzył się Hiszpan, wyciągając oskarżycielsko palec w stronę Marca, który wybuchnął śmiechem. - Muszę już lecieć. - powiedział w końcu Tello spoglądając na zegarek. - Spóbuj z tą Milagros. Nie masz nic do stracenia. - rzucił jeszcze. Marc zaczął się zastanawiać. Jego przyjaciel miał rację. Trochę bał się tam iść, no ale on nie da rady? Młody, przystojny, nie mogący odpędzić się od kobiet Marc Bartra, nie da rady. Wyszedł na korytarz i skierował się do drzwi dziewczyny. Zapukał i czekał. Gdy w końcu otworzyła drzwi, piłkarz zapomniał co miał mówić. Po jakimś czasie zoriemtował sie, że dziewczyna patrzy na niego z wyczekiwaniem. - Cześć, widzisz przychodzę do ciebie z trochę nietypową sprawą. Chciałabyś pójść ze mną na  bal charytatywny organizowany przez klub? - zapytał na jednym wdechu. Dostrzegł w jej oczach niepewność. Pierwszy raz w życiu bał się, że jakaś dziewczyna może mu odmówić. Bez względu o jaką sprawę chodziło... - Chętnie. - odparła po chwili namysłu uśmiechając się. Marc miał ochotę skakać ze szczęscia. - Może wejdziesz? ~*~ Na wstępie przepraszam za taką przerwę. Kilka razy zabierałam się do pisania tego rozdziału i nic z tego nie wychodziło a dziś rozdział sam mi się napisał. Proszę o szczere opinie, to bardzo motywuję. Do następnego ;*

sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 2

"Ja to zawsze mam takie szczęście" - myślała rozzłoszczona Milagros targając za sobą walizkę na szóste piętro budynku. Akurat w dniu, w którym przyjechała musiała nastąpić awaria windy. Wreszcie dotarła na miejsce. Wygrzebała z torebki klucze i otworzyła drzwi. Była w tym mieszkaniu tylko raz jak miała, miała chyba 5 lat ale wszystko pozostało tak jak zapamiętała. Mimo, że była zmęczona podróżą stwierdziła, że natychmiast trzeba tu posprzątać. Wszystko było przykryte grubą warstwą kurzu ale czego się spodziewać po mieszkaniu, do którego przez 15 lat nikt nie wchodził? Czekało ją kilka romantycznych godzin ze scierkami i odkurzaczem ale nie ma co płakać. Po trzech godzinach była całkowicie wykończona. Z jednej strony zmęczyła ją podróż i sprzątanie, z drugiej jej organizm domagał się snu. Od tygodnia była na środkach uspokajających przez co źle spała. Wniosła walizkę do sypialni, położyła się na łóżku i po kilku minutach odpłynęła.
                                                              ~*~
Wyłączył telefon i padł na łóżko. Właśnie wrócił od rodziców i był cholernie zdenerwowany. Spodziewał się, że nie jego rodzicom nie spodoba się zerwanie z Loreną, w koncu bardzo ją lubili, ale żeby coś takiego? Matka wyglądała jakby miała zawału dostać a ojciec mało nie udławił się kawałkiem mięsa, które właśnie przeżuwał. Zaczęła się awantura, że jak on mógł tak ją potraktować, że była świetnym materiałem na żonę, że tak bardzo się kochali. No właśnie, ona go kochała ale co on do niej czuł? Miłość? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to co do niej czuł to była zwykła sympatia. nigdy nie powinien pakować się w ten związek. Teraz tylko Eric go rozumiał. Jego rodzice trzymali stronę Loreny. Własna rodzina przeciw niemu. Musiał to jakoś odreagować. Włączył telefoni wybrał numer najlepszego przyjaciela.
-Cristian, masz teraz czas? To świetnie! Idziemy się najebać!
                                                          ~*~
Obudziła się po jakiś dwóch godzinach. A raczej coś ją obudziło. Jakby trzask i huk. Zerwała się z łóżka i pobiegła do salonu. Stanęła jak wryta. Na środku salonu leżał zalany w trupa facet. "Całkiem niezły" - pomyślała i od razu się za to skarciła. Nie ważne jak wygłądał, ważne było co on tu robił. No ale weż tu kobieto zaczynaj rozmowę z pijanym. Usłyszała pukanie do drzwi. Gdy otworzyła zobaczyła dosłownie faceta nie z tej ziemi. Wysoki brunet z niesamowitymi oczami.
-Przepraszam czy nie widziałaś może mojego przyjaciela? Taki wysoki, ciemne włosy.
-Owszem, widziałam. Leży u mnie w salonie.
-Tak, bo widzisz biedak ma słabą głowę. Upił się i musiał zabłądzić. Pewnie chciał wejść do mnie, bo mieszkam zaraz obok. Zabiorę go. - powiedział Marc i odholował Criastiana przy okazji Milagros swój firmowy uśmiech. Gdy drzwi się zamknęły dziewczyna parsknęła śmiechem. Pierwszy dzień podytu i od razu takie chore sytuacje. Chociaż musiała przyznać, że sąsiad trafił jej się całkiem niezły. Stop. musiała przestać o nim myśleć. W końcu nie przyjechała tutaj romansować z sąsiadami.

Przepraszam, że miałam taki poślizg ale nauczyciele uparli się żeby uprzykrzyć nam życie przed świętami. Za pisanie rozdziału zabrałam się dopiero wczoraj. Nie jest najwyższych lotów ale bardzo mi  zależało żeby pojawił się przed moim wyjazdem. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*

poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 1

- Myślisz, że teraz jest jej lepiej? - spytał Miguel dotykając płyty nagrobnej.
- Mam nadzieję - Milagros uśmiechnęła się lekko - Słuchaj ja... ja muszę na jakiś czas wyjechać.
Brat dopiero teraz odwrócił się i na nią spojrzał.
- Słucham?
- Muszę wyjechać.
- Po co? - chłopak przeczesał dłonią włosy.
- Odreagować - Milagros przygryzła wargę. Spodziewała się takiej reakcji ze strony brata. Ale miała nadzieję, że zrozumie.
- Jak zwykle, gdy jest źle uciekasz! - Miguel podniósł głos. Był wściekły, widziała to.
- To nie jest ucieczka - szepnęła jakby sama do siebie - Muszę jechać, bo spóźnię się na samolot.
- Powiedz chociaż dokąd lecisz? - spytał jeszcze jej brat. Dobrze wiedział, że jej nie zatrzyma, zawsze robiła to co chciała.
- Do Barcelony - odparła zostawiając na cmentarzu zdezorientowanego brata. Wsiadła do swojego Lexusa i odjechała w stronę lotniska. Jej babcia była zamożną osobą więc mogła pozwolić sobie na wydatek w postaci dobrych samochodów dla ukochanych wnucząt. Miała tylko ich bo jej córka - a matka Milagros i Miguela - Carlota zmarła przy porodzie. Dotarła na lotnisko a po chwili była już na pokładzie samolotu. Cała podróż do Barcelony minęła jej na rozmyślaniach. Nie musiała się martwić o mieszkanie, bo jej babcia miała tam mieszkanie, które przepisała na nią. Dobrze wiedziała co powinna zrobić jednak zastanawiała się jak wprowadzić swój plan w życie.
                                                                    ~*~

Zanim wszedł do swojego mieszkania odetchnął głęboko. Po chwili wszedł do środka i rzucił w kąt torbę trningową.

- Lorena! - zawołał - Jesteś?
Niemal natychmiast na dole pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna.
- O! Kochanie, już jesteś! - chciała mu się rzucić na szyję jednak chłopak odsunął się.
- Tak - mruknął - Musimy porozmawiać.
- O czym? - spytała Lorena fałszywie zatroskanym głosem.
- Ja wszystko sobie przemyślałem i uznałem, że powinniśmy się rozstać. Po prostu nie czuję do ciebie tego co czułem kiedyś. Mam nadzieję, że nie będzie problemu żebyś już dzisiaj się wyprowadziła - powiedział jednym tchem i skierował się w stronę swojej sypialni.
- Co? Ale Marc nie możesz mi tego zrobić! - krzyczała.
Piłkarz zamknął za sobą drzwi i głośno westchnął. Właśnie tego najbardziej się obawiał. Jej histerii. Zdawał sobie sprawę z tego, że już dawno powinien był to zakończyć jednak było mu jej szkoda. Nie martwił się o to gdzie Lorena będzie mieszkała, bo pochodziła z bardzo bogatej rodziny i z mieszkaniem nie będzie miała problemu. Był szczęśliwy, że ma tą rozmowę za sobą.

No to pierwszy rozdział za nami. Mi osobiście się podoba, bardzo przyjemnie się go pisało ale ta wam pozostawiam go do oceny. Wyszedł trochę krótki jednak mogę obiecać, że kolejne rozdziały będą dłuższe. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*

poniedziałek, 24 marca 2014

Prolog

                                                                                                                                            Rosario 1979

Natalia dosłownie wpadła na stadion. Spojrzała na zegarek. Do meczu zostało jeszcze 5 minut. Odetchnęła głęboko, wyciągnęła z torebki butelkę wody i upiła kilka łyków. Spojrzała na murawę. Piłkarze już tam byli. Wśród nich stał ten, dla którego biegła tu przez pół miasta. Ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do niej i mrugnął okiem. Natalia odwzajemniła uśmiech. W tym momencie rozległ się gwizdek sędziego oznaczający początek spotkania.

~*~
                    Rosario 2014
Milagros po raz kolejny spojrzała na zeszyt oprawiony w skórę leżący na stole. Kilka łez spłynęło jej po policzkach. Parę godzin temu musiała pożegnać jedną z najważniejszych osób w jej życiu - babcię. Usłyszała kroki więc szybko starła łzy z policzków i wrzuciła zeszyt do szuflady. "Tylko ty o nim wiesz i niech tak zostanie" usłyszała w głowie słowa babci, gdy wręczała jej zeszyt. Do pokoju wszedł brat Milagros - Miguel. Milagros widziała, że płakał chociaż on nigdy by się do tego nie przyznał.
- Jak się czujesz? - spytał Miguel patrząc zatroskanym wzrokiem na siostrę.
- A jak ci się wydaje? - westchnęła dziewczyna ciężko opadając na kanapę. Przymknęła oczy wspominając po raz kolejny rozmowę z babcią. O co jej chodziło, gdy mówiła "Odpowiedzi szukaj w sercu"? W jakim sercu? Odpowiedzi na co? Musi się tego dowiedzieć.