poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 5

Milagros obudziała się z ogromnym bólem głowy. Rozejrzała się po pokoju. Uświadomiła sobie, że nie jest u siebie. Na krótką chwilę ogarnęła ją panika, ale zaraz się uspokoiła i próbowała sobie przypomnieć co działo się poprzedniego wieczoru. Pamiętała wszystko jak przez mgłę. Bal, rozmowa z Anto, powrót, Lorenzo przed jej drzwiami... I tu wszystko się urwało. Niczego co było później nie pamiętała. Czuła się jakby miała kaca a wczoraj nawet nic nie wypiła. Po kilku minutach wyszła z pokoju i skierowała się do salonu. Układ mieszkania był taki sam jak u niej więc doskonale wiedziała gdzie iść. Gdy była już na dole zobaczyła Marca siedzącego przy stole.
- Cześć - uśmiechnęła się do niego.
- Cześć. Wyspałaś się? - obrońca również uśmiechnął się do dziewczyny.
- A w miarę dobrze. - odparła siadając na krześle obok.
Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, aż w końcu Marc zapytał o to co gryzło go od powrotu do domu.
- Kim był ten koleś, co stał wczoraj pod Twoimi drzwiami? Wiesz, ten któremu dałem w mordę.
Milagros przygryzła wargę i przez chwilę nic nie mówiła.
- Mój były - Lorenzo.
- Dlaczego Cię szukał? - piłkarz uniósł brwi.
- Nie wiem. - wzruszyła ramionami - Może nie potrafi pogodzić się, że od niego odeszłam?
Rozmowę przerwał im dzwonek do drzwi. Marc poderwał się z krzesła i poszedł otworzyć. Przed nim stało dwóch policjantów.
- Cos się stało? - spytał Bartra.
- Dostaliśmy zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa - powiedział spokojnie wyższy z policjantów wchodząc do domu - Znają państwo pana Lorenzo Castillo? - tu zwrócił się róznież do Milagros.
- Niestety tak - powiedziała dziewczyna, a Marc przytaknął.
- Pojawił się dziś rano na komendzie. Zgłosił, że go pan pobił.
- Zaraz pobił - piłkarz machnął ręką - Dostał kilka razy w mordę żeby się nauczył, że na kobiety się rąk nie podnosi.
- Zrobił to w mojej obronie - wtrąciła Argentynka podnosząc się z miejsca
Funkcjonariusz wyglądał na trochę zmieszanego.
- Dostaliśmy zgłoszenie. Musimy zabrać państwa na komisariat w celu przesłuchania i... - policjat urwał widząc plik banknotów wyciągniętych w jego stronę - Chociaż myślę, że skoro to była samoobrona sprawa rozejdzie się po kościach - powiedział po czym wyszedł.
- Szczerze to myślełem, że tego twojego byłego stać na coś kreatywniejszego niż nasyłanie na mnie policji - Marc uśmiechął się delikatnie
- Nigdy nie był zbyt inteligentny - Milagros wzruszyła ramionami
Piłkarz nie mógł powstrzymać się od uśmiechu, ale zaraz potem spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem.
- Spałaś w tej sukience - powiedział zdziwiony
- Wbrew pozorom jest całkiem wygodna.
- Mogłaś powiedzieć, dałbym Ci coś do spania... ewentualnie mogłaś spać w niczym...
- ... i wskoczyć Ci do łóżka? - dokończyła Milagros
- Ty to powiedziałaś - Marc uniósł ręce w obronnym geście.
Dziewczyna zaśmiała się spoglądając na zegarek. Dochodziła 12.
- Będę się już zbierać - rzuciła, kierując się w stronę drzwi
- Możesz tu być jak długo zechcesz - powiedział, mając nadzieję, że dziewczyna zostanie jeszcze na chwilę. Co z tego, że znał ją zaledwie jakieś dwa tygodnie? Czuł się jakby znali się od kilku lat.
- To miłe, ale mam też swoje mieszkanie - uśmiechnęła się w taki sposób, że pod Marciem dosłownie ugięły się kolana i już jej nie było.
                                                         ~*~

Wysoka piękność o czarnych włosach siedziała przy stoliku w kawiarni niecierpliwie stukając długimi, czerwonymi paznokciami o blat stolika. Czekała tak już pół godziny. W końcu drzwi kawiarni otworzyły się i do środka wszedł przystojny chłopak. Usiadł obok czarnowłosej dziewczyny z uśmiechem na twarzy.
- Coś ty zrobił? - dziewczyna niemal krzyknęła, przez co chłopakowi uśmiech momentalnie zszedł z twarzy - Mamy ich rozdzielić, a nie nasyłać policję.
- Twojemu chłoptasiowi się należało - oburzył się
- A ty nie potrafisz wyjaśnić z nim sprawy jak mężczyzna z mężczyzną - prychnęła, upijając łyk kawy - Musimy działać spokojnie. Wtedy ja odzyskam Marca, a ty tą swoją...no...
- Milagros - dokończył za nią chłopak
- No właśnie.
- Lorena posłuchaj, ja mam plan - chłopakowi, aż zaświeciły się oczy
- Zgłoszenie pobicia do prokuratury - Lorena uniosła brew
Lorenzo przewrócił oczami i naczylił się w stronę dziewczyny.
- Wymyśliłem coś co musi wypalić.
~*~
Milagros obudziła się jeszcze bardziej zmęczona, niż przed spaniem. Całą noc dręczyły ją koszmary.
Odruchowo sięgnęła po telefon. Dostała dziesięć wiadomości, na początku nie rozumiała co się dzieje, ale później zaśmiała się sama do siebie. Trzeba nazywać się Milagros Milito żeby zapomnieć o własnych urodzinach. Mające miejsce tydzień temu wydarzenie puściła w niepamięć ale nadal czuła się dziwnie. Miała wrażenie jakby ktoś ją obserwował. A może po prostu jest zbyt przewrażliwiona? W tempie - jak na nią - błysakwicznym zdążyła się ogarnąć. W tym samym momencie usłyszała dzwonek do drzwi. Przed nią stał Marc z bukietem róż. Milagros przewróciła oczami, nie przestają się jednak uśmiechać.
- Z jakiej to okazji? - wskazała palcem na bukiet.
- Mam ci przypominać o twoich urodzinach? - poruszył brwiami na co brunatka uśmiechęła się jeszcze szerzej. Przed te kilka tygodni, od kiedy się poznali Marc stał się dla niej bardzo dobrym przyjacielem a może nawet kimś więcej? Nigdy nie miała ochoty tego roztrząsać. 
- Skąd wiesz kiedy mam urodziny? - zapytała, wstawiając róże do wody
- Stąd - odparł wyciągając platikowy prostokąt z kieszeni - Tydzień temu zgubiłaś u mnie swój dowód
- A ty oddajesz mi go dopiero dziś?
- Znalazłem go dopiero wczoraj - Marc uniósł ręce w obronnym geście - Nie zauważyłaś, że go nie masz?
- Nie potrzebowałam go. Sprzedają mi wódkę bez pytania o dowód. - odparła zupełnie poważnie
- Dobra, nieważne. Porywam cię dzisiaj do klubu. O ósmej bądz gotowa. - powiedział wychodząc, nie dając nawet dojśćMilagros do słowa.
~*~
Wiem, że długo kazałam Wam czekać na ten rozdział, ale kompletnie nie miałam weny. Był taki czas, że zaczynałam pisać, napisałam dosłownie parę słów i na tym się kończyło. Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodoba bo ja nie jestem z niego zadowolona.
PS. Serdecznie zapraszam na mojego drugiego bloga o Jordim Albie.
Buziaki :*

5 komentarzy:

  1. Jejka *_* Jest boski uwierz mi na słowo. Kocham tego bloga i Marca taki Romantyk..
    Ale boję się o nich przez te tipsiare z czerwonym kolorkiem i Lorenzo :p
    No nic mam nadzieje że nie zniszczą życia tej dwójce :)

    OdpowiedzUsuń
  2. coś czuję że Lorenzo jeszcze namiesza :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana zostałaś nominowana do VBA! Więcej informacji tutaj ;
    http://polskie-imaginy-o-unionj.blogspot.com/p/versatile.html

    OdpowiedzUsuń
  4. O jaa *o* Świetne! Czytam i komentuje! <3
    Zapraszam również do mnie ;)
    http://neymarandjennifer-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Super super super *-*
    Jejciu ten rozdział jest genialny <333
    Czekam na nn ;*

    OdpowiedzUsuń