"Ja to zawsze mam takie szczęście" - myślała rozzłoszczona Milagros targając za sobą walizkę na szóste piętro budynku. Akurat w dniu, w którym przyjechała musiała nastąpić awaria windy. Wreszcie dotarła na miejsce. Wygrzebała z torebki klucze i otworzyła drzwi. Była w tym mieszkaniu tylko raz jak miała, miała chyba 5 lat ale wszystko pozostało tak jak zapamiętała. Mimo, że była zmęczona podróżą stwierdziła, że natychmiast trzeba tu posprzątać. Wszystko było przykryte grubą warstwą kurzu ale czego się spodziewać po mieszkaniu, do którego przez 15 lat nikt nie wchodził? Czekało ją kilka romantycznych godzin ze scierkami i odkurzaczem ale nie ma co płakać. Po trzech godzinach była całkowicie wykończona. Z jednej strony zmęczyła ją podróż i sprzątanie, z drugiej jej organizm domagał się snu. Od tygodnia była na środkach uspokajających przez co źle spała. Wniosła walizkę do sypialni, położyła się na łóżku i po kilku minutach odpłynęła.
~*~
Wyłączył telefon i padł na łóżko. Właśnie wrócił od rodziców i był cholernie zdenerwowany. Spodziewał się, że nie jego rodzicom nie spodoba się zerwanie z Loreną, w koncu bardzo ją lubili, ale żeby coś takiego? Matka wyglądała jakby miała zawału dostać a ojciec mało nie udławił się kawałkiem mięsa, które właśnie przeżuwał. Zaczęła się awantura, że jak on mógł tak ją potraktować, że była świetnym materiałem na żonę, że tak bardzo się kochali. No właśnie, ona go kochała ale co on do niej czuł? Miłość? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to co do niej czuł to była zwykła sympatia. nigdy nie powinien pakować się w ten związek. Teraz tylko Eric go rozumiał. Jego rodzice trzymali stronę Loreny. Własna rodzina przeciw niemu. Musiał to jakoś odreagować. Włączył telefoni wybrał numer najlepszego przyjaciela.
-Cristian, masz teraz czas? To świetnie! Idziemy się najebać!
~*~
Obudziła się po jakiś dwóch godzinach. A raczej coś ją obudziło. Jakby trzask i huk. Zerwała się z łóżka i pobiegła do salonu. Stanęła jak wryta. Na środku salonu leżał zalany w trupa facet. "Całkiem niezły" - pomyślała i od razu się za to skarciła. Nie ważne jak wygłądał, ważne było co on tu robił. No ale weż tu kobieto zaczynaj rozmowę z pijanym. Usłyszała pukanie do drzwi. Gdy otworzyła zobaczyła dosłownie faceta nie z tej ziemi. Wysoki brunet z niesamowitymi oczami.
-Przepraszam czy nie widziałaś może mojego przyjaciela? Taki wysoki, ciemne włosy.
-Owszem, widziałam. Leży u mnie w salonie.
-Tak, bo widzisz biedak ma słabą głowę. Upił się i musiał zabłądzić. Pewnie chciał wejść do mnie, bo mieszkam zaraz obok. Zabiorę go. - powiedział Marc i odholował Criastiana przy okazji Milagros swój firmowy uśmiech. Gdy drzwi się zamknęły dziewczyna parsknęła śmiechem. Pierwszy dzień podytu i od razu takie chore sytuacje. Chociaż musiała przyznać, że sąsiad trafił jej się całkiem niezły. Stop. musiała przestać o nim myśleć. W końcu nie przyjechała tutaj romansować z sąsiadami.
Przepraszam, że miałam taki poślizg ale nauczyciele uparli się żeby uprzykrzyć nam życie przed świętami. Za pisanie rozdziału zabrałam się dopiero wczoraj. Nie jest najwyższych lotów ale bardzo mi zależało żeby pojawił się przed moim wyjazdem. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*
No zabawna sytuacja z pijanym gościem :D
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny!
Ps. Jeżeli masz ochotę, serdecznie zapraszam na moje nowe opowiadanie http://que-hago-yo.blogspot.com :))
zgłaszam sprzeciw że rozdział taki krótki ;cc
OdpowiedzUsuńale ciekawie się zapowiada :)