sobota, 19 kwietnia 2014

Rozdział 2

"Ja to zawsze mam takie szczęście" - myślała rozzłoszczona Milagros targając za sobą walizkę na szóste piętro budynku. Akurat w dniu, w którym przyjechała musiała nastąpić awaria windy. Wreszcie dotarła na miejsce. Wygrzebała z torebki klucze i otworzyła drzwi. Była w tym mieszkaniu tylko raz jak miała, miała chyba 5 lat ale wszystko pozostało tak jak zapamiętała. Mimo, że była zmęczona podróżą stwierdziła, że natychmiast trzeba tu posprzątać. Wszystko było przykryte grubą warstwą kurzu ale czego się spodziewać po mieszkaniu, do którego przez 15 lat nikt nie wchodził? Czekało ją kilka romantycznych godzin ze scierkami i odkurzaczem ale nie ma co płakać. Po trzech godzinach była całkowicie wykończona. Z jednej strony zmęczyła ją podróż i sprzątanie, z drugiej jej organizm domagał się snu. Od tygodnia była na środkach uspokajających przez co źle spała. Wniosła walizkę do sypialni, położyła się na łóżku i po kilku minutach odpłynęła.
                                                              ~*~
Wyłączył telefon i padł na łóżko. Właśnie wrócił od rodziców i był cholernie zdenerwowany. Spodziewał się, że nie jego rodzicom nie spodoba się zerwanie z Loreną, w koncu bardzo ją lubili, ale żeby coś takiego? Matka wyglądała jakby miała zawału dostać a ojciec mało nie udławił się kawałkiem mięsa, które właśnie przeżuwał. Zaczęła się awantura, że jak on mógł tak ją potraktować, że była świetnym materiałem na żonę, że tak bardzo się kochali. No właśnie, ona go kochała ale co on do niej czuł? Miłość? Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że to co do niej czuł to była zwykła sympatia. nigdy nie powinien pakować się w ten związek. Teraz tylko Eric go rozumiał. Jego rodzice trzymali stronę Loreny. Własna rodzina przeciw niemu. Musiał to jakoś odreagować. Włączył telefoni wybrał numer najlepszego przyjaciela.
-Cristian, masz teraz czas? To świetnie! Idziemy się najebać!
                                                          ~*~
Obudziła się po jakiś dwóch godzinach. A raczej coś ją obudziło. Jakby trzask i huk. Zerwała się z łóżka i pobiegła do salonu. Stanęła jak wryta. Na środku salonu leżał zalany w trupa facet. "Całkiem niezły" - pomyślała i od razu się za to skarciła. Nie ważne jak wygłądał, ważne było co on tu robił. No ale weż tu kobieto zaczynaj rozmowę z pijanym. Usłyszała pukanie do drzwi. Gdy otworzyła zobaczyła dosłownie faceta nie z tej ziemi. Wysoki brunet z niesamowitymi oczami.
-Przepraszam czy nie widziałaś może mojego przyjaciela? Taki wysoki, ciemne włosy.
-Owszem, widziałam. Leży u mnie w salonie.
-Tak, bo widzisz biedak ma słabą głowę. Upił się i musiał zabłądzić. Pewnie chciał wejść do mnie, bo mieszkam zaraz obok. Zabiorę go. - powiedział Marc i odholował Criastiana przy okazji Milagros swój firmowy uśmiech. Gdy drzwi się zamknęły dziewczyna parsknęła śmiechem. Pierwszy dzień podytu i od razu takie chore sytuacje. Chociaż musiała przyznać, że sąsiad trafił jej się całkiem niezły. Stop. musiała przestać o nim myśleć. W końcu nie przyjechała tutaj romansować z sąsiadami.

Przepraszam, że miałam taki poślizg ale nauczyciele uparli się żeby uprzykrzyć nam życie przed świętami. Za pisanie rozdziału zabrałam się dopiero wczoraj. Nie jest najwyższych lotów ale bardzo mi  zależało żeby pojawił się przed moim wyjazdem. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*

poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 1

- Myślisz, że teraz jest jej lepiej? - spytał Miguel dotykając płyty nagrobnej.
- Mam nadzieję - Milagros uśmiechnęła się lekko - Słuchaj ja... ja muszę na jakiś czas wyjechać.
Brat dopiero teraz odwrócił się i na nią spojrzał.
- Słucham?
- Muszę wyjechać.
- Po co? - chłopak przeczesał dłonią włosy.
- Odreagować - Milagros przygryzła wargę. Spodziewała się takiej reakcji ze strony brata. Ale miała nadzieję, że zrozumie.
- Jak zwykle, gdy jest źle uciekasz! - Miguel podniósł głos. Był wściekły, widziała to.
- To nie jest ucieczka - szepnęła jakby sama do siebie - Muszę jechać, bo spóźnię się na samolot.
- Powiedz chociaż dokąd lecisz? - spytał jeszcze jej brat. Dobrze wiedział, że jej nie zatrzyma, zawsze robiła to co chciała.
- Do Barcelony - odparła zostawiając na cmentarzu zdezorientowanego brata. Wsiadła do swojego Lexusa i odjechała w stronę lotniska. Jej babcia była zamożną osobą więc mogła pozwolić sobie na wydatek w postaci dobrych samochodów dla ukochanych wnucząt. Miała tylko ich bo jej córka - a matka Milagros i Miguela - Carlota zmarła przy porodzie. Dotarła na lotnisko a po chwili była już na pokładzie samolotu. Cała podróż do Barcelony minęła jej na rozmyślaniach. Nie musiała się martwić o mieszkanie, bo jej babcia miała tam mieszkanie, które przepisała na nią. Dobrze wiedziała co powinna zrobić jednak zastanawiała się jak wprowadzić swój plan w życie.
                                                                    ~*~

Zanim wszedł do swojego mieszkania odetchnął głęboko. Po chwili wszedł do środka i rzucił w kąt torbę trningową.

- Lorena! - zawołał - Jesteś?
Niemal natychmiast na dole pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna.
- O! Kochanie, już jesteś! - chciała mu się rzucić na szyję jednak chłopak odsunął się.
- Tak - mruknął - Musimy porozmawiać.
- O czym? - spytała Lorena fałszywie zatroskanym głosem.
- Ja wszystko sobie przemyślałem i uznałem, że powinniśmy się rozstać. Po prostu nie czuję do ciebie tego co czułem kiedyś. Mam nadzieję, że nie będzie problemu żebyś już dzisiaj się wyprowadziła - powiedział jednym tchem i skierował się w stronę swojej sypialni.
- Co? Ale Marc nie możesz mi tego zrobić! - krzyczała.
Piłkarz zamknął za sobą drzwi i głośno westchnął. Właśnie tego najbardziej się obawiał. Jej histerii. Zdawał sobie sprawę z tego, że już dawno powinien był to zakończyć jednak było mu jej szkoda. Nie martwił się o to gdzie Lorena będzie mieszkała, bo pochodziła z bardzo bogatej rodziny i z mieszkaniem nie będzie miała problemu. Był szczęśliwy, że ma tą rozmowę za sobą.

No to pierwszy rozdział za nami. Mi osobiście się podoba, bardzo przyjemnie się go pisało ale ta wam pozostawiam go do oceny. Wyszedł trochę krótki jednak mogę obiecać, że kolejne rozdziały będą dłuższe. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*

poniedziałek, 24 marca 2014

Prolog

                                                                                                                                            Rosario 1979

Natalia dosłownie wpadła na stadion. Spojrzała na zegarek. Do meczu zostało jeszcze 5 minut. Odetchnęła głęboko, wyciągnęła z torebki butelkę wody i upiła kilka łyków. Spojrzała na murawę. Piłkarze już tam byli. Wśród nich stał ten, dla którego biegła tu przez pół miasta. Ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do niej i mrugnął okiem. Natalia odwzajemniła uśmiech. W tym momencie rozległ się gwizdek sędziego oznaczający początek spotkania.

~*~
                    Rosario 2014
Milagros po raz kolejny spojrzała na zeszyt oprawiony w skórę leżący na stole. Kilka łez spłynęło jej po policzkach. Parę godzin temu musiała pożegnać jedną z najważniejszych osób w jej życiu - babcię. Usłyszała kroki więc szybko starła łzy z policzków i wrzuciła zeszyt do szuflady. "Tylko ty o nim wiesz i niech tak zostanie" usłyszała w głowie słowa babci, gdy wręczała jej zeszyt. Do pokoju wszedł brat Milagros - Miguel. Milagros widziała, że płakał chociaż on nigdy by się do tego nie przyznał.
- Jak się czujesz? - spytał Miguel patrząc zatroskanym wzrokiem na siostrę.
- A jak ci się wydaje? - westchnęła dziewczyna ciężko opadając na kanapę. Przymknęła oczy wspominając po raz kolejny rozmowę z babcią. O co jej chodziło, gdy mówiła "Odpowiedzi szukaj w sercu"? W jakim sercu? Odpowiedzi na co? Musi się tego dowiedzieć.