- Myślisz, że teraz jest jej lepiej? - spytał Miguel dotykając płyty nagrobnej.
- Mam nadzieję - Milagros uśmiechnęła się lekko - Słuchaj ja... ja muszę na jakiś czas wyjechać.
Brat dopiero teraz odwrócił się i na nią spojrzał.
- Słucham?
- Muszę wyjechać.
- Po co? - chłopak przeczesał dłonią włosy.
- Odreagować - Milagros przygryzła wargę. Spodziewała się takiej reakcji ze strony brata. Ale miała nadzieję, że zrozumie.
- Jak zwykle, gdy jest źle uciekasz! - Miguel podniósł głos. Był wściekły, widziała to.
- To nie jest ucieczka - szepnęła jakby sama do siebie - Muszę jechać, bo spóźnię się na samolot.
- Powiedz chociaż dokąd lecisz? - spytał jeszcze jej brat. Dobrze wiedział, że jej nie zatrzyma, zawsze robiła to co chciała.
- Do Barcelony - odparła zostawiając na cmentarzu zdezorientowanego brata. Wsiadła do swojego Lexusa i odjechała w stronę lotniska. Jej babcia była zamożną osobą więc mogła pozwolić sobie na wydatek w postaci dobrych samochodów dla ukochanych wnucząt. Miała tylko ich bo jej córka - a matka Milagros i Miguela - Carlota zmarła przy porodzie. Dotarła na lotnisko a po chwili była już na pokładzie samolotu. Cała podróż do Barcelony minęła jej na rozmyślaniach. Nie musiała się martwić o mieszkanie, bo jej babcia miała tam mieszkanie, które przepisała na nią. Dobrze wiedziała co powinna zrobić jednak zastanawiała się jak wprowadzić swój plan w życie.
~*~
Zanim wszedł do swojego mieszkania odetchnął głęboko. Po chwili wszedł do środka i rzucił w kąt torbę trningową.
- Lorena! - zawołał - Jesteś?
Niemal natychmiast na dole pojawiła się ciemnowłosa dziewczyna.
- O! Kochanie, już jesteś! - chciała mu się rzucić na szyję jednak chłopak odsunął się.
- Tak - mruknął - Musimy porozmawiać.
- O czym? - spytała Lorena fałszywie zatroskanym głosem.
- Ja wszystko sobie przemyślałem i uznałem, że powinniśmy się rozstać. Po prostu nie czuję do ciebie tego co czułem kiedyś. Mam nadzieję, że nie będzie problemu żebyś już dzisiaj się wyprowadziła - powiedział jednym tchem i skierował się w stronę swojej sypialni.
- Co? Ale Marc nie możesz mi tego zrobić! - krzyczała.
Piłkarz zamknął za sobą drzwi i głośno westchnął. Właśnie tego najbardziej się obawiał. Jej histerii. Zdawał sobie sprawę z tego, że już dawno powinien był to zakończyć jednak było mu jej szkoda. Nie martwił się o to gdzie Lorena będzie mieszkała, bo pochodziła z bardzo bogatej rodziny i z mieszkaniem nie będzie miała problemu. Był szczęśliwy, że ma tą rozmowę za sobą.
No to pierwszy rozdział za nami. Mi osobiście się podoba, bardzo przyjemnie się go pisało ale ta wam pozostawiam go do oceny. Wyszedł trochę krótki jednak mogę obiecać, że kolejne rozdziały będą dłuższe. Liczę na szczere komentarze. Pozdrawiam :*
poniedziałek, 31 marca 2014
poniedziałek, 24 marca 2014
Prolog
Rosario 1979
Natalia dosłownie wpadła na stadion. Spojrzała na zegarek. Do meczu zostało jeszcze 5 minut. Odetchnęła głęboko, wyciągnęła z torebki butelkę wody i upiła kilka łyków. Spojrzała na murawę. Piłkarze już tam byli. Wśród nich stał ten, dla którego biegła tu przez pół miasta. Ich spojrzenia się spotkały. Uśmiechnął się do niej i mrugnął okiem. Natalia odwzajemniła uśmiech. W tym momencie rozległ się gwizdek sędziego oznaczający początek spotkania.
~*~
Rosario 2014
Milagros po raz kolejny spojrzała na zeszyt oprawiony w skórę leżący na stole. Kilka łez spłynęło jej po policzkach. Parę godzin temu musiała pożegnać jedną z najważniejszych osób w jej życiu - babcię. Usłyszała kroki więc szybko starła łzy z policzków i wrzuciła zeszyt do szuflady. "Tylko ty o nim wiesz i niech tak zostanie" usłyszała w głowie słowa babci, gdy wręczała jej zeszyt. Do pokoju wszedł brat Milagros - Miguel. Milagros widziała, że płakał chociaż on nigdy by się do tego nie przyznał.
- Jak się czujesz? - spytał Miguel patrząc zatroskanym wzrokiem na siostrę.
- A jak ci się wydaje? - westchnęła dziewczyna ciężko opadając na kanapę. Przymknęła oczy wspominając po raz kolejny rozmowę z babcią. O co jej chodziło, gdy mówiła "Odpowiedzi szukaj w sercu"? W jakim sercu? Odpowiedzi na co? Musi się tego dowiedzieć.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)