środa, 14 maja 2014
Rozdział 3
Obudziła się rano w świetnym humorze. Nie pamięta kiedy ostatnio tak dobrze spała, zwłaszcza po zmianie czasu i lekach. Odruchowo siengnęła po telefon, jak zawsze po przebudzeniu. Pięć nieodebranych połączeń od Miguela. Nie dziwiła mu się, w końcu od przylotu do Barcelony w ogóle się z nim nie kontaktowała. Eh, okropna z niej siostra. Była tak pochłonięta tym co musi zrobić, że nie pomyślała o nim, przecież na pewno się o nią martwił. Pomyślała, że oddzwoni do brata później, o tej porze na pewno jeszcze śpi. Zamiast tego postanowiła przejść się po Barcelonie. Zdała sobie sprawę z tego, że ani trochę nie zna miasta. Wykonała wszystkie poranne czynności, ubrała się w coś w miarę wygodnego i wyszła z domu. Po godzinie chdzenia mogła śmiało stwierdzić, że jest zachwycona miastem. Przystanęła na chwilę, gdy zobaczyła Camp Nou. Od dziecka była wierną kibicką dwóch klubów - FC Barcelony i Newell's Old Boys. Tak jak nauczyła ją babcia. Piłka nożna zawsze była obecna w jej domu i często chodziła na mecze lokalnego klubu, któremu cała rodzina tak wiernie kibicowała. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że czas już wracać do domu. Po drodze zrobiła jeszcze drobne zakupy. Weszła do domu, położyła się i sięgnęła po telefon. Musiała w końcu odezwać się do swojego brata. Gdy Milagros zaczynała już tracić cierpliwośćw końcu się odezwał.
- O, księżniczka w końcu się odezwała. - powiedział zaraz po odebraniu. Uśmiechnęła się pod nosem. Zawsze, kiedy chciał ją zdenerwować tak ją nazywał.
- Tak, przypomniała sobie, że ktoś się nią interesuje. - zaśmiała się.
- O, nie tylko mnie interesujesz. - powiedział tajemniczo Miguel.
- Co chcesz przez to powiedzieć? - spytała zaintrygowana.
- Że Lorenzo o ciebie pytał. - powiedział wesoło. Milagros pobladła i usiadła. Ledwo mogła oddychać. - Milagros? Wszystko w porządku.
- Nie. Nie w porządku. Chyba nie powiedziałeś mu gdzie jestem. - spytała słabo.
- Oczywiście, że powiedziałem. Przecież to twój chłopak, ma prawo wiedzieć gdzie jesteś.- powiedział, nic nie rozumiejąc.
- Nie jesteśmy razem od trzech miesięcy. - powiedziała. Chciała żeby to zabrzmiało pewnie, ale nic z tego, głos łamał jej się przy każdym wyrazie. - Boże, Miguel coś ty zrobił? - szepnęła jeszcze opadajac na kanapę.
- Nic już nie rozumiem.
- Dobra, nieważne. Odezwę się za niedługo. Cześć. - pożegnała się z bratem.
Była załamana. Lorenzo - jej były - dowiedział się, gdzie jest. Teraz na pewno nie da jej spokoju. Tak było od czasu kiedy z nim zerwała. Wydzwaniał, pisał, przychodził. Miała go dosyć. Przez cały ich związek znęcał się nad nią psychicznie. Wmawiał jej jak bardzo jest beznadziejna, że bez niego jest nikim. Ale dopiero po rozstaniu zorientowała się, że on ma na jej punkcie obsesję. Potrzebowała odskoczni. Musiała przestać o tym myśleć.
~*~
Rzucił w kąt torbę treningową i usiadł na fotelu. Trener dzisiaj wyjątkowo dał im w kość. Dodatkowo kilka razy mu się oberwało, bo robił wszystko okropnie powoli. Ale to nie jego wina, dręczyła go sprawa z jego rodziną. Odkąd poinformował ich o rozstaniu z Loreną jego matka się do niego nie odzywała. W sumie to, czego innego mógł się spodziewać? Dziewczyna była jej ulubienicą. Odrywając się od tych myśli, spojrzał na zegarek. Za pół godziny miał wpaść Cristian. Nie trenował, bo gdy wpadł do domu jego sąsiadki, przy okazji naderwał któryś z mięśni w nodze. Uśmiechnął się na samo wspomnienie tego zdarzenia. Nie względu na pijanego Tello ( a ten widok nie zdarzał się często) ale ze względu na niezwykle uroczą dziewczynę z mieszkania obok. Poszedł do łazienki by trochę się ogarnąć przed przyjściem kumpla. Po skończeniu wszystkich czynności wyszedł z łazienki i spojrzał na kanapę gdzie już siedział uśmiechnięty Cristian.
- Nigdy nie nauczysz się pukać, prawda? - zapytał Marc witając się z przyjacielem.
- Pukałem ale nie otwierałeś, więc sam sie rozgościłem. - młody napastnik wzruszył ramionami. Bartra lekko uśmiechnął się na te słowa. - Wiesz już z kim pójdziesz na bal charytatywny?
- Nie mam pojęcia. - jęknął obrońca. - Każdy kogoś ma: Geri Shakirę, Leo Antonellę ty Lorenę. - lekko skrzywił się wypowaidając to ostatnie imię ale Cristian tego nie zauważył.
- Miałeś dziewczynę. Sam z nią zerwałeś, więc teraz nie narzekaj.
- Dobrze wiesz jak to wyglądało. Poza tym nie mam ochoty ci się zwierzać, Tello. - mruknął Marc.
- Ja mam imię, Bartra. Ale wracając do tematu zawsze możesz zaprosić tą, do której wpadłem po pijaku.- zaproponował napastnik.
- Żartujesz sobie? Nawet nie wiem jak ona ma imię.
- Milagros. -rzekł Cristian z wyraźnym tryumfem w głosie. Marc spojrzał na niego z niemałym zdziwieniem.
- Skąd to wiesz? - wydusił w końcu.- Może i byłem pijany ale sporo pamiętam. Na przykład to jaki breloczek miała przypięty do kluczy.
- To jak tańczyłeś naśrodku parkingu, śpiewając hymn Barcelony też pamiętasz? - zapytał obrońca z rozbawienem patrząc na zakłopotanego tymi słowami Cristiana.
- Na pewno nic takiego nie miało miejsca. Najzwyczajniej w świecie próbujesz mnie oczernić. - oburzył się Hiszpan, wyciągając oskarżycielsko palec w stronę Marca, który wybuchnął śmiechem.
- Muszę już lecieć. - powiedział w końcu Tello spoglądając na zegarek. - Spóbuj z tą Milagros. Nie masz nic do stracenia. - rzucił jeszcze. Marc zaczął się zastanawiać. Jego przyjaciel miał rację. Trochę bał się tam iść, no ale on nie da rady? Młody, przystojny, nie mogący odpędzić się od kobiet Marc Bartra, nie da rady. Wyszedł na korytarz i skierował się do drzwi dziewczyny. Zapukał i czekał. Gdy w końcu otworzyła drzwi, piłkarz zapomniał co miał mówić. Po jakimś czasie zoriemtował sie, że dziewczyna patrzy na niego z wyczekiwaniem.
- Cześć, widzisz przychodzę do ciebie z trochę nietypową sprawą. Chciałabyś pójść ze mną na bal charytatywny organizowany przez klub? - zapytał na jednym wdechu. Dostrzegł w jej oczach niepewność. Pierwszy raz w życiu bał się, że jakaś dziewczyna może mu odmówić. Bez względu o jaką sprawę chodziło...
- Chętnie. - odparła po chwili namysłu uśmiechając się. Marc miał ochotę skakać ze szczęscia. - Może wejdziesz?
~*~
Na wstępie przepraszam za taką przerwę. Kilka razy zabierałam się do pisania tego rozdziału i nic z tego nie wychodziło a dziś rozdział sam mi się napisał. Proszę o szczere opinie, to bardzo motywuję. Do następnego ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)